Sennie nad kawą.

11/09/2012

Gdy już przestałam wierzyć w cokolwiek i poddałam wszelkie nadzieje mój sztormowy ocean odnalazł spokojną zatokę. Mam swój spokój, swój cichy dom, do którego wracam. Można by powiedzieć, że nagle opanowała mnie nuda, od której tak strasznie chciałam uciec. Nawet nuda potrafi dawać radość.. :)

Tworzenie czegoś nowego zakłada odrzucenie starych, wadliwych schematów.

22/08/2012

Niestabilna i rozchwiana. Tak jakby mój mózg był rozdwojoną końcówką mojego życia, której nie da się obciąć. Znaczy.. Możliwe, że obciąć się ta, jednak to odrzucenie równałoby się fragmentarycznej stracie, bądź wróceniu do punktu wyjścia. Stamtąd wyszłam już, nie chcę wracać. Chcę iść dalej i zrzucić balast. Oddzielić plew, by już nic nie goniło za mną cieniem.

Wciąż jednak wtłoczone negatywne schematy wypaczają mi ogląd na świat. To co rozum uznał ostatecznie za patologię i negatywny wzorzec, podświadomość wciąż uznaje za obowiązujący schemat dziwiąc się za każdym razem, że można, że normalnie to znaczy jednak inaczej.

Dziękuję za cierpliwość.

Monotematyczność, czyli seks, naziści i trupy.

10/08/2012

Badania nad seksualnością człowieka, choć chwilami zupełnie żenujące – nawet dla osób mało pruderyjnych, za jaką się uważam – niosą ze sobą gro ciekawostek (także oczywistości wcześniej nieznanych) istotnych w codziennym życiu. Bądź współżyciu, jeśli ktoś woli byc bardziej dokładnycm.

Nie zamierzam dokonywać przytoczeń, a jedynie stwierdzam fakt. Ciekawych odzyłam do lektury – „Bzyk” Mary Roach. Drugi mój kontakt z autorką, drugi tak samo ekscytujący. Opowieści pani Roach dalekie są od powieści fabularnej i choc można je zaklasyfikować do działu popularnonaukowego, to jednak specyfika jej pióra skłania do uplasowania jej gdzieś pomiędzy.

Poczyniwszy skrzętne notatki gdzieś w głowie, odkładam książkę na półkę. Zastanawia mnie jednak pewien fakt. Jak oraz dlaczego zmienia się zapatrywanie kobiety na swoje ciało w sytuacji celibatu względem regularnego współżycia. Hormony siadają nam na oczy?

2w1

10/08/2012

09.08.12

Studium szcześcia. Lub nieszczęścia. Jak komu wygodniej z nomenklaturą. Stwierdzenie faktu – nie potrafimy być szczęśliwi i o szczęściu mówić.
Gdy nie udaje nam się nic. Osiągamy obrazową dolinę sinusoidalnie rozpisanego życia – fantastycznie biegamy bezmyślnie w kółko wykrzykując żale i wszechstronnie ukierunkowane inwektywy. Płaczemy, plujemy jadem, pogrążamy się w odmętach rozpaczy jednocześnie będąc w swych rolach godni nagrodzenia Oskarem, wszyscy bez wyjątku [Oskar z manufaktury żalu].
Natomiast, gdy przychodzi szczyt sinusoidy i nagle dary nieba spadają nam na głowę niczym manna lub jakaś zadziwiająca kumulacja z sytemu gier liczbowych, stajemy jak to ciele z wybałuszonymi oczyma. Co to? Co się z tym robi? Oj.. Tak mi teraz źle, że mi tak dobrze, bo już nikt mnie nie lubi, nikt mnie nie słucha. Może ja zmarnuje te wszystkie dobra i znów będę nieszczęśliwym, jak wszyscy…?

Współczesny człowiek jest jakąś genetyczną mutacją niemożliwą do osiągnięcia satysfakcji w stanie szczęśliwości. Śmiertelna wada rozwojowa. Ewolucyjna?
Może jednak inwolucyjna?


  • RSS